Blog > Komentarze do wpisu
Piękno kiedyś, piękno dzisiaj, czyli o kanonach urody.

W poprzedniej notce starałam się dość pobieżnie wykazać, że nie istnieje pojęcie uniwersalnego piękna. Dzisiaj chcę bardziej zagłębić się w ten temat, odwołując się do różnych kanonów kobiecej urody, zmieniających się na przestrzeni historii.

Jak świat światem, mężczyźni zawsze woleli szczuplejsze kobiety od tych grubszych”, „żaden facet nigdy nie obejrzałby się za dziewczyną z małym biustem”, „cellulit nigdy nie był i nie będzie atrakcyjny” – zapewne każda z nas nieraz słyszała bądź czytała takie kategoryczne stwierdzenia na temat kobiecej urody. Wypowiadające je osoby najwidoczniej nigdy nie zapoznały się bliżej z historią sztuki, inaczej bowiem wiedziałyby, że ideał kobiety na przestrzeni wieków wiele razy zmieniał swój kształt.

zmieniający się  ideał kobiety

Od lewej: Wenus z Willendorfu, figurka z epoki paleolitu; popiersie królowej Nefretete, starożytny Egipt; Wenus z Milo, ok. 130. r.p.n.e.; Lady Owein, średniowieczne malowidło; fragment „Trzech Gracji” Rubensa, 1637-38; Audrey Hepburn, ikona kina lat 50. i 60. XX wieku; Marilyn Monroe, aktorka uznawana za najseksowniejszą kobietę XX wieku.


W czasach prehistorycznych kobiety były kojarzone głównie z płodnością. Ich rola sprowadzała się do urodzenia jak największej liczby dzieci. Rzeźby i malowidła z tego okresu przedstawiają zatem kobiety jako bardzo zaokrąglone, wręcz otyłe, z dużymi piersiami i biodrami, nasuwające skojarzenia z płodnością i macierzyństwem. Zupełnie inny wizerunek kobiety panował w starożytnym Egipcie. Wykształcił się tam bardzo ścisły kanon kobiecej urody. To wtedy po raz pierwszy na taką skalę rozpowszechniła się depilacja ciała, znacznie bardziej restrykcyjna w formie niż dzisiaj – kobiety goliły bowiem nie tylko całe ciała, ale także głowy. Ideałem była smukła kobieta o wąskich biodrach, mocno umalowanych oczach, wydatnym nosie, długiej szyi i całkowicie łysej czaszce. Z kolei ideał starożytnych Greków i Rzymian był dość zbliżony do dzisiejszych standardów piękna. Wenus z Milo być może nie zachwyciłaby dziś zbyt wielu swoją twarzą, ale jej ciało najprawdopodobniej zdobyłoby uznanie doskonale harmonijną, nieco atletyczną budową. Ciekawe, czy bogini miłości trafiłaby na okładkę magazynu Shape...

Zwolenniczki pro ana z pewnością odnalazłyby sporo thinspiracji w okresie średniowiecza. Powszechna tendencja do ascezy i umartwiania się wykształciła ideał kobiety kruchej, delikatnej, bardzo szczupłej, najchętniej bladej i jasnowłosej, nierealnej i eterycznej niczym zjawa. W dobrym tonie była powściągliwość w mowie i w jedzeniu, dobrze wychowane panny starały się jak najmniej jeść, zwłaszcza w towarzystwie, chcąc uchodzić za osoby stworzone do wyższych celów, nie zajmujące się tak przyziemnymi rzeczami jak troska o sprawy ciała. Wkrótce moda na duchowość ustąpiła na rzecz cielesności. Barokowe kobiety podkreślały swoją urodę wymyślnymi ozdobami, perukami i mocno wydekoltowanymi sukniami, ukazującymi pełne piersi. Ideał kobiety znowu mógł jeść – w modzie królowały krągłe kształty. Jeden z najbardziej znanych malarzy tego okresu, Peter Paul Rubens, na swoich obrazach przedstawiał kobiety w sposób bardzo naturalny, z lubością koncentrując się na ich krągłych pupach, nie pomijając cellulitu i nie przemilczając nadwagi. Być może, gdyby przeniósł się nagle do dzisiejszych czasów, przemówiłby do rozsądku grafikom komputerowym, wygładzającym każdą najmniejszą fałdkę na kobiecym ciele, starając się upodobnić je do śliskiego plastiku.

Dwudziesty wiek, za sprawą ogromnego wybuchu popularności kina, stał się wiekiem filmowych aktorek. Każda dekada miała swoją piękną muzę, od Poli Negri, przez Audrey Hepburn i Brigitte Bardot, aż po Kim Basinger i Michelle Pfeiffer. Za największą gwiazdę XX wieku najczęściej jednak uznaje się Marilyn Monroe, najsłynniejszą blondynkę wszech czasów, która dzisiaj nosiłaby rozmiar 42 (aktorka cierpiała na bulimię, jej waga wahała się od 58 do 70 kilogramów). Czy dziś również miałaby szansę zostać symbolem seksu, czy portale internetowe pisałyby o niej „aktorka plus size”?

Co wynika z tego pobieżnego przeglądu kanonów kobiecej urody w różnych wybranych epokach? Po pierwsze, ideał ten był bardzo zmienny w zależności od panujących trendów, nie tylko w kwestii urody, ale także w filozofii, religii i ogólnym podejściu do życia. Podczas gdy w czasach prehistorycznych kobiecość kojarzyła się przede wszystkim z płodnością, czasy antyczne kładły największy nacisk na zdrowie i harmonię, wychwalając sportową sylwetkę. Z kolei naturalnym wynikiem średniowiecznego pędu do ascezy była tendencja do odcieleśnienia kobiety, by jak najmniej kojarzyła się ze zgubną i niemoralną seksualnością.

Drugim ciekawym wnioskiem, który mi się nasuwa, jest to, że ideały kobiety, choć zmienne i wciąż ewoluujące, dla danej epoki były dość sztywne. Kiedy spojrzymy na dzieła malarzy z konkretnego okresu historycznego, zauważymy, że przedstawione przez nich kobiety są do siebie bardzo podobne. Ciężko, oczywiście, założyć, iż naprawdę wszystkie kobiety w danej epoce miały zbliżone rysy twarzy, jednakże można wyraźnie stwierdzić, że piękno w dawniejszych okresach było znacznie bardziej jednoznaczne, kanony urody bardziej restrykcyjne, a moda (przynajmniej w bogatszych kręgach) znacznie bardziej przypominała ścisły reżim niż dzisiaj.

Czy którykolwiek z ideałów kobiecych obowiązujących przed XX wiekiem miałby szanse na powodzenie w naszej kulturze? Z pewnością najmniejszą popularnością cieszyłaby się dziś paleolityczna Wenus, ciężko też sądzić, by współczesnym Europejczykom przypadły do gustu nagie czaszki Egipcjanek czy rubensowskie kształy barokowych Gracji. Wątłe i blade kobiety średniowieczne mogłyby liczyć na wąskie grono wielbicieli, jednak większość nie zgodziłaby się nazywać je idealnymi, tak jak teraz większości nie podobają się anorektyczne, wychudzone modelki. Jedynie Wenus z Milo mogłaby wzbudzić uznanie swoją sportową sylwetką, choć jej twarz, jak już pisałam, raczej nie wzbudziłaby wielkiego zachwytu.

No dobrze, ale to wszystko było kiedyś. Co z tego wynika dla nas, kobiet żyjących w XXI wieku?

Zdjęcie poniżej prezentuje dwanaście znanych kobiet obecnej dekady, uznawanych za współczesne symbole piękna, seksapilu i kobiecości.

ideały kobiecości xxi wieku

Od lewej: Catherine Zeta-Jones; Scarlett Johansson; Jennifer Lopez; Julia Roberts; Angelina Jolie; Beyonce Knowles; Keira Knightley; Penelope Cruz; Jessica Alba; Salma Hayek; Megan Fox; Monica Bellucci.

Patrząc na to zestawienie, można wysnuć trzy interesujące wnioski. Po pierwsze, porównując ten kolaż z przekrojem sztuki antycznej, średniowiecznej czy barokowej, wyraźnie rzuca się w oczy ogromna różnorodność. Kobiety te reprezentują całkiem różne typy urody, od dziewczęcej Jessiki, przez ognistą Salmę i ultraseksowną Angelinę, aż po krągłą, latynoską Jennifer. A to przecież nie wszystkie współczesne ideały, nie ma tutaj Halle Berry, Kate Hudson, Nicole Kidman, Naomi Campbell, żeby wymienić tylko kilka. Na próżno szukać wspólnego mianownika dla wszystkich tych kobiet. Poza jednym – miliony ludzi uważają je za piękne. Są wymarzonym ideałem dla mężczyzn i inspiracją dla kobiet. Każda z nich ma ogromną rzeszę swoich wielbicieli. A są przecież tak różne.

Po drugie, mimo iż panie te różnią się od siebie także budową ciała, naprawdę niewiele z nich może się poszczycić bardzo szczupłą sylwetką. Większość z nich ma całkiem przeciętne figury, niektóre zaś wręcz wyraźnie zaokrąglone. I znowu, mimo iż są tak różne, każda z nich mieści się we współczesnym kanonie zdrowej i pięknej sylwetki.

Po trzecie, czy te kobiety są tak naprawdę idealne? Nie, każda z nich ma wyraźne wady. Salma Hayek ze swoim niskim wzrostem i pulchną sylwetką nigdy nie zostanie supermodelką. Keira Knightley sama żartuje ze swojego drobnego biustu, ale nie zgadza się, by graficy powiększali go komputerowo. Julia Roberts ma bardzo szerokie usta, które dla wielu kobiet mogłyby być przyczyną kompleksów, ona jednak potrafiła uczynić ze swojego uśmiechu znak firmowy. Wymiary Jennifer Lopez nie dają się zawrzeć w klasycznych 90/60/90, uda Beyonce są naprawdę spore, nos Penelope Cruz wcale nie jest maleńki i zgrabny... można wymieniać bez końca. Nie, żadna z tych kobiet nie jest absolutnie idealna i one doskonale o tym wiedzą. A mimo to dla milionów ludzi pozostają pięknymi kobietami, ikonami urody naszych czasów.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Dzisiejsze czasy z jednej strony wydają się kobietom bezlitosne. Fakt, nie jest łatwo żyć w czasach kultu cielesności, w których piękny wygląd jest przepustką do wielu miejsc, niedostępnych dla mniej urodziwych osób. Nie jest łatwo żyć w świecie, w którym zaawansowana technika pozwala utrwalić na zdjęciu każdą najdrobniejszą niedoskonałość. Nie jest łatwo być prawdziwą, żywą kobietą wśród starannie wyretuszowanych i komputerowo poprawionych ciał, wygładzonych i wyczyszczonych ze wszelkich skaz. Z drugiej jednak strony mamy tę przewagę, że nie musimy się wpasowywać w bardzo ścisły szablon, niepozostawiający miejsca na żadną indywidualność. Dziś piękno nie nosi już jednego, sztywnego gorsetu, nie ma jednej konkretnej twarzy, nie zamyka się w jedynie słusznych wymiarach. Bo dzisiaj piękna może być każda kobieta.

poniedziałek, 19 lipca 2010, jezymka

Komentarze
2010/07/20 09:19:20
Świetna notka! Myślę, że warto zwrócić też uwagę na zmiany preferencji co do kształtów kobiet w świecie mody, do niedawna panowała tam dużo większa jednorodność, niż w szołbiznesie. Na przykład ciekawe jest to, że kilka(naście) lat temu funkcjonowało pojęcie 'top modelki' - Cindy Crawford, Linda Evangelista, Naomi Campbell - ich sylwetkom daleko do anorektycznie wychudzonych kształtów, które wciąż dominują na wybiegach w tej chwili. Gdy na wybiegach pojawiły się chudziny, pojęcie 'top modelek' przeszło do lamusa. Nawet w przypadku Kate Moss ten tytuł nie był taki oczywisty.
-
2010/07/20 11:42:07
Masz rację. W tym momencie ciężko mówić o top modelkach, w dzisiejszym świecie mody brak takich ikon jak Claudia Schiffer czy Cindy Crawford (choć panie te nie zakończyły całkowicie kariery, do dziś pojawiają się chociażby w reklamach). Obecnie w świecie modelek można wyróżnić kilka mniej lub bardziej znanych gwiazd, cała reszta zaś to raczej anonimowe kobiety o podobnych twarzach i sylwetkach, które ciężko uznać za ideały kobiecości. Najbardziej znanymi modelkami w tym momencie są chyba ambasadorki firmy Victoria's Secret, czyli Heidi Klum, Alessandra Ambrosio czy Adriana Lima, o których ciężko powiedzieć, by były anorektycznie chude. Z bardzo szczupłych modelek triumfy odnosi choćby nasza rodzima Anja Rubik, ale z kolei ona rzadko kiedy jest nazywana ideałem. Wyraźnie więc widać, że obecnie kobiety czerpią inspiracje przede wszystkim ze świata showbiznesu, w którym pojęcie ideału kobiecości jest znacznie mniej jednoznaczne niż w świecie modelingu.
-
2010/07/21 23:32:13
Kate jest topmodelką, przynajmniej moim zdaniem. A ikon nie ma, bo świat modelingu staje się coraz szerszy i ciągle szuka czegoś świeżego. Nie wiem, jak jest wśród osób, które wybiegiem jako tako się nie interesują, ale dla mnie aktualnie najpopularniejsza jest zdecydowanie Abbey Lee, po drodze gdzieś Freja Beha, Frida Gustavsson i jeszcze parę pań, ale tu kolejność chyba zależy od subiektywnych odczuć. Lima zrobiła słabą sesję, która przeszła niemal bez echa - po tym, jak schudła po ciąży, pozostałe całkiem sprawnie działają. W każdym razie - trzy panie mają (już) zbyt komercyjną urodę, dzisiaj moda rezygnuje z takich twarzy na rzecz tych niedoskonałych (!), acz bardzo ciekawych i przyciągających oryginalnością. Bo nie wiem, czy Daphne Groeneveld, całkiem nowe odkrycie, wlicza się w kanony, tak samo jak święcąca triumfy Lindsey Wixson. Ta oczywista uroda powolutku znika z wybiegów.
I wbrew powszechnemu hurra nie sądzę, żeby, za przeproszeniem, 'anorektyczne modelki' zniknęły z wybiegów - jeśli ktoś widział pokaz z dosłownie taranującymi wybieg plus size doskonale wie, dlaczego tak sądzę. Mogą ładnie wyjść na zdjęciach (choć - jeśli narzekacie na fotoszop - to w przypadku modelek z sylwetką zniekształconą przez tłuszcz grafik dopiero ma pole do popisu) - choć de facto większość sesji, które ostatnio się ukazały, zupełnie mnie nie przekonała, ich twarze wcale nie krzyczały 'mimo kilogramów czuję się kobieca, seksowna', raczej zupełnie odwrotnie. Ale wchodzę znowu na inne pole.
W każdym razie blog uważam za dobry pomysł :)
-
2010/07/22 08:23:02
Dzięki za komentarz :)

Przyznam, że nie znam się zbytnio na świecie modelingu i występuję raczej z perspektywy osoby, która łowi jedynie tę jego najbardziej mainstreamową (paskudne słowo, wiem) otoczkę. Wydaje mi się, że dla przeciętnej dziewczyny inspiracją będzie raczej Jessica Alba niż Frida Gustavsson - z prostej przyczyny, że o tej pierwszej pisze się na plotkarskich portalach, a o tej drugiej raczej nie. Ale dzięki, że zwróciłaś mi na to uwagę, widzę, że powinnam znacznie poszerzyć moją wiedzę ;)

Na temat modelek 'plus size' też zamierzam wkrótce napisać, jestem ciekawa Twojego zdania :)
-
2010/07/31 23:01:01
Hej !
przyszłam tu za linkiem z Lobby Biuściastych i blog całkiem mi się podoba. Ale moim zdaniem, żadna z wymienionych przez Ciebie (ani w ogóle uznawanych za atrakcyjne) kobiet nie jest otyła czy nawet nie ma nadwagi. Przecież nawet Salma Hayek, chociaż stosunkowo najpulchniejsza, jest porównaniu do przeciętnych kobiet, całkiem szczupła.
-
2010/07/31 23:24:23
Witaj, Magdaleno, kojarzę Cię z LB :)

Owszem, napisałam przecież, że każda z tych kobiet mieści się w kanonie zdrowej sylwetki. Wybrałam najbardziej oczywiste przykłady, ale nie znaczy to przecież, że wśród znanych atrakcyjnych kobiet żadna nie ma nadwagi. Queen Latifah na przykład, przynajmniej na niektórych zdjęciach wygląda na osobę z BMI powyżej 25, a jest przecież bardzo piękną kobietą. Najsłynniejsze modelki plus size, takie jak Emme czy Crystal Renn również raczej ocierają się o nadwagę.

Pewnie, że to niezbyt wiele. Dzisiejszy świat bardzo wypaczył standardy kobiecej urody, dziś nadużywa się słów "pulchna", "krągła", "plus size" w stosunku do całkiem normalnych kobiet. Bardzo bym chciała, żeby to zmieniło, ale niestety, raczej nie ma co liczyć na wielkie bum, trzeba małymi kroczkami ;)
-
2010/11/17 22:02:39
Hehe, ja też dotarłam tu z Lobby :)

Tak, masz rację, dziś wyobrażenia o ideale mogą być różne, ale jak już napisałam pod inną Twoją notką, kobiety z niezrozumiałych przyczyn uparcie swój ideał widzą z dala od siebie.

Ileż to dziewczyn w typie urody Salmy Hayek marzy, żeby wyglądać, jak Claudia Schiffer, a takie w typie Claudii o urodzie Christiny Hendrix, a tamte dla odmiany o wyglądzie Halle Berry. I ubierają się w sposób dopasowany do nie swojego typu urody. Wybierają kolory pasujące "ideałowi" marudząc, że (uwaga, bodaj najsłynniejsza głupota) "ładnemu we wszystkim ładnie" (w domyśle "a mi nie")
W rzeczywistości każda z tych kobiet ma swoje kolory, swoje kroje. I jest piękna na swój sposób. Tak samo jak my. Jeżeli tylko zaczniemy lubić... swój wygląd.
inspiracje
Lobby Biuściastych
Stanikomania
Anty pro ana
Dbaj o siebie. Zobacz Podaj Dalej!

tutaj zaglądam
Ogród Balamb
Sklep z przyprawami
Fotoszopki
Dla fanów naszej-klasy
Zireael końcówkuje
Mój prywatny blog